PRzestrzeń

Opisywana przez Wilka przestrzeń przybiera przeto w tym metafizycznym
i metaforycznym aspekcie postać: labiryntu, lustra, kręgu i więzienia. Nie sposób oddzielić od siebie tych wcieleń, wszystkie one tkwią w osnowie sołowieckiej fabuły
i są trwale związane z tematyką śmierci.
Najstarsze ślady obecności człowieka na Wyspach, kamienne labirynty Saamów, nie tylko wyznaczają drogę do królestwa zmarłych, które – według mitologii – jest lustrzanym odbiciem doczesnego świata, lecz również stanowią więzienie dla duszy szamana, z którego ta nie może się wydostać. W saamskich budowlach prawosławni monachowie dostrzegali symbol zabłąkania ludzi w zakamarkach grzechu, zatem sami wznieśli wielkie ściany z kamieni, by za nimi własne grzechy rozpamiętywać (WN
s. 148). Następnie kamienne ścieżki i monastyrskie cele oplótł krąg drutu kolczastego, który na długie lata usankcjonował postrzeganie Sołowek jako więzienia.
Monastyr, założony pod koniec 1429 roku, był największą twierdzą w północnej części Imperium Rosyjskiego. W XV i XVI wieku klasztor przeżywał swój rozkwit, rozwijał działalność handlową, stając się tym samym największym centrum gospodarczym i politycznym w całym regionie Morza Białego. Już w 1450 roku władca Wielkiego Nowgorodu podpisał gramotę (ustawę), w myśl której ziemie, lasy, jeziora
i tonie morskie Sołowek przechodziły pod rządy monachów. Moskiewscy kniaziowie, po zwycięstwie nad Wielkim Nowgorodem, nie tylko potwierdzili te przywileje, ale nadali wiele nowych, między innymi prawo do sądzenia chłopów z zakonnych włości, czy zwolnienia od podatków, w zamian za pełnienie warty na granicach Rusi
i strzeżenie tiurmy, która była najstarszym i najcięższym więzieniem w Imperium. Skazańców trzymano w głębi ścian i baszt kamiennego muru klasztoru, który jego budowniczowie przeznaczyli na skład amunicji i prochu, na wypadek oblężenia .
Sołowieccy mnisi obrośli w siłę i majątek, wykorzystując okoliczne chłopstwo jako darmową siłę roboczą. Jeszcze w XIX wieku pisarz i podróżnik, Nemirowicz – Danczenko, w swojej książce o Sołowkach twierdził, że niezwykłe bogactwo klasztoru opiera się na „darmowym trudzie pątników i szczodrych datkach” (WN s. 105). Warto przypomnieć, iż na Wyspach Sołowieckich nie istniał system feudalny, nie dotarło tu krepostnoje prawo, chłopi zatem byli wolni, nie ciążył na nich obowiązek odrabiania pańszczyzny, ani w dobrach klasztornych, ani w majątkach bojarów. Jednak mnisi znaleźli sposób, by czerpać korzyści z pracy smerdów* – w monastyrskich włościach pracowali godowniki (od ros. god, tzn. rok), czyli dobrowolni robotnicy, ślubujący przepracować dwanaście miesięcy na chwałę błogosławionych założycieli klasztoru, najczęściej w podziękowaniu za wybawienie od nieszczęścia. Przebywali tu także synowie tych chłopów, których nie było stać na utrzymanie potomstwa, więc oddawali je do zakonu jako siłę roboczą – również na chwałę jego świętych patronów. W XVII wieku w klasztorze było trzystu pięćdziesięciu mnichów, a w ich dobrach pracowało około siedmiuset pracowników, rzemieślników i chłopów. Oprócz robotników majątek braci pomnażali więźniowie rzeczonej tiurmy, wśród nich dzieci. W kazamatach przetrzymywano ważniejszych przestępców, skazanych na wieczne milczenie i ciągłe odosobnienie, innych – nie tak ważnych, na przykład heretyków, zaganiano do pracy, niektórym po latach zdejmowano łańcuchy i pozwalano żyć w pokucie pośród braci.