Zaświaty

Na Sołowkach Wilk znalazł swoje miejsce, tu, na Cyplu Śledzia, czuje się
u siebie. Kiedy wyjeżdża, czy to do Polski, czy po prostu udaje się bardziej na południe, ma wrażenie że „wynurza się ze światła w ciemność” – zwłaszcza, kiedy Wyspy opuszcza w blasku zorzy polarnej. Wilk należy do grupy ludzi, którzy są zakochani w Północy, nic poza nią się im nie podoba, bo Północ to cisza, cienie, półcienie, przygaszone, spokojne kolory i przestrzeń. Tę szczególną atmosferę zawdzięczają Sołowki swojej historii: u jej zarania stoją Saamowie, tajemniczy lud Północy, który grzebał tu swoich szamanów i budował kamienne labirynty, by dusze magów nie mogły z nich wyjść i powrócić do żywych. W późniejszych czasach Wyspy stanowiły centrum prawosławia i potężny ośrodek ruskiej państwowości, dlatego też Sołowki stanowią zarazem esencję i antycypację Rosji – tu, w ruskim mużiku zachował się prawdziwy ruski duch, niezłamany pańszczyzną i panowaniem Mongołów; najazd tatarski i feudalizm nie dotarły bowiem na północne rubieże Rosji.
Na Sołowkach nieraz spotykały się Imperium z Matiuszką – tutaj gościli carowie i książęta, bojarowie, dekabryści, kupcy, artyści i pisarze, podróżni, uczeni oraz nieudacznicy życiowi z najdalszych zakątków kraju. Tu wreszcie w celach sołowieckiego klasztoru, gdzie na pergaminach latopisów monastyrscy skrybowie utrwalali dzieje Rusi, chronili się staroobrzędowcy przed prześladowaniem patriarchy Nikona*. Kilkaset lat później w tych samych celach przebywali więźniowie pierwszego na terenie Rosji obozu pracy, który stał się pierwowzorem łagrów spod znaku GUŁAG-u. Dlatego sołowiecki świat naznaczony jest śmiercią, nie tylko w kontekście jego prawosławnej czy obozowej historii, ale dużo wcześniej – w mitologii Saamów Wyspy były półmetkiem w zaświaty, przystankiem w pół drogi za grób (WN s. 148). Tu, wedle słów Mielnicy – jednej z bohaterek Wilczej tropy, w zimie można zobaczyć podszewkę świata, gdyż (…) rzeczywistość na Północy jest cieńsza niż gdzie indziej, jak sweter wytarty na łokciach, i prześwieca przez nią tamten świat, wystarczy zorza polarna, aby poczuć kosmos na karku (WN s. 130). Zatem Sołowki są miejscem, w którym „przełazi się w inny świat”, tu dochodzi do spotkania ziemskiego wymiaru rzeczywistości
z boskim, ale również i z piekielnym, bo, wedle nowogrodzkich przekazów, Północ stanowi skraj widzialnego świata, przedsionek piekła, gdzie słychać tylko dyszenie morza, płacz i zgrzytanie zębów (WN s. 161). To przestrzeń, która przeprowadza wędrowca na tamtą stronę: patrząc uważnie w lico północnej ikony, ujrzysz inny świat, prześwitujący przez nią (W s. 188) – twierdzi Wilk. Wprawne oko pisarza, zaglądając w toń Świętego Jeziora, poznaje nie tylko historię Sołowek, odbitą w nim jak w lustrze, ale również zagłębia się w siebie, we własną duszę. Rosyjska Północ jest więc przede wszystkim odpowiedzią na zachodni świat zbiorowych kultów i masowej rozrywki, szybkiego jadła, głośnych kurortów, modnych zabytków i pustych gestów
(W s. 5-6), który Wilka mierzi i którego od kilkunastu lat stara się unikać. Surowy klimat i przestrzeń Wysp sprzyjają odosobnieniu i kontemplacji, tu człowiek może
z dystansem spojrzeć na sieć układów i koneksji oplatających Zachód, ale również może intensywniej zajrzeć w siebie – tu znajduje się bowiem na styku świata
z zaświatami.