Jestem ateistą i co z tego?

Wiele osób mówi, jestem ateistą, nie wierzę w mogą. Pewni ludzie reagują na to stwierdzeniem: serio, wow, a inni raczej: jak to możliwe, gdzie rodzice popełnili błąd, wiara jest ważna. A ja powiem tak, jestem ateistą i się tego nie wstydzę. Dorastanie w rodzinie katolickiej nie jest złe. W zasadzie trudno znaleźć minusy o ile nikt z boku nie mówi Ci, ze można żyć bez kościoła. Modlisz się, chodzisz do kościoła i tak przez dobrych kilkanaście lat. Uważasz, że jesteś wierzący i nagle następuje przełom. Zakochujesz się, pociąg do drugiej osoby jest ogromny, nagle chęć zachowania cnoty do ślubu wydaje Ci się największą głupotą. Potem pojawia się okazja zamieszkajmy razem, na ślub jesteśmy za młodzi i tu zaczyna się twoja przygoda. Wciąż chodzisz do kościoła, ale słyszysz o kolejnych kataklizmach, o tym, że ktoś strącił dziecko w 8 miesiącu, że kolega mając 20 lat zginął w wypadku, że tysiące ludzi zabrała fala. Wybucha jedne, drugi i trzeci konflikt i pojawia się światełko, jak w kreskówkach, a jeśli boga nie ma? Bo przecież mówiono mi, że Bóg jest dobry, miłosierny, kocha swoje dzieci boże, a tu nagle takie rzeczy. Szukasz innych opcji, może ktoś inni znalazł lepszą odpwoedź, niż tą w ofercie kościoła katolickiego. Okazuje się, że coś jest, ale nie wsyztsko Ci odpowiada. Przestajesz wierzysz i o dziwo nie czujesz się pusty. Czujesz się szczęśliwym i wolnym człowiekiem. Bez wiary w Boga można żyć i wciąż być dobrym człowiekiem, bo tak naprawdę, każdą wiarę na świecie wykształcił sam człowiek, który próbował zrozumieć pewne kwestie. Każdy szuka odpowiedzi na pewne pytania, ale nie każdy musi znaleźć je w Bogu. Nie wszyscy bowiem wieżą w Boga, warto więc otworzyć się na inne wierzenia i  rytuały, a nie ślepo podążać za czymś co nie do końca ma sens i nikt tego nie rozumie. Bo jak zrozumieć wiarę, gdy przewodnika –ksiądz mu tobie, że masz robić tak i tak, a sam postępuje źle?