J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz7

Tym z kim rozmawiał był dr Wincenty Kos., uwielbiajcy dyskusję choćby z milczeniem wykładowca wybitnie niepopularnej logiki na uniwersytecie. Kontynuujc dyspute mówił teraz do chłopca o cudach, że sa w każdej religii, dla Kosa cud jest jeden – książka „Historie” Tacyta – i stamtą podał przykład jak cesarz Wespazjan napluł na kalekich, żeby odzyskali wzrok i sluch, choc sam cesarz wiedział, że ich nie ma żadnych cudownych mocy.A ślepy i kaleka odzyskali swe siły. //w tym czasie zawiedziona Alina podeszla iod dom t. I rzuciłą na gzyms bukiecik fiołków//. O wierze inteligentnych m iowił jako o bałamutnej, pogmatwanej, gdzie nauka lączy się z wyuczonymi w dzieciństwie prawami wiary, aż w końcu tak mieszając się dochodzi do rezygnacji i obojętności. Nie wierzy, że mądry człowiek możebyc dziś wierzący. Wyszli z antykwariatu i chłopiec poczuł się nieswojo i rozeszli się szybko (Kos z gimnazjalistą nie mógł się na ulicy pokazać)Kos myślał tylko, że mógł chłopcu powiedzieć, że równie jak może on nieszczęśliwy czuł się Grek, do którego dotarło, ze nie ma biogów i Dzeusa itp. –bo „trzeba było mieć wtedy tęgą głowę, aby kryjąc w niej takie myśli, stać spokojnie pod niebem stzrelającym błyskawicami”. Tymczasem T. Biegl do domu, bo już była 8ma, myśląc ze może będzie nieszczęśliwy, ale nieszczęśliwszy by był jakby sięteraz zatrzymał i wyrzekł poznania parwdy.” I bięgnąc tak o krok od bramu rozdeptal bukiecik fiołków. Zapomniał, że istnieją i kwiaty, i dziewczyny.
G. cerując czekała na męża, gdy przeszedl koło niej T. I westchnął jej samej nie zauważywszy. Ponieważ milczał i był b. Zamyślony/zaniepokojony czy coś, gdy spytała co się dzieje, powiedzial że stracił wiarę i wyrzucił z siebie myśli..Przestraszyłą się, a T. Pod wpływem jej wzruszenia i lęku zmiękł i mówił jej co miał na sercu. Matka powiedziała mu że może mu to przejdzie, że to pewnie skutek nauki i że Bóg nie pozwoli mu porzucic wiary. Nakazala T. By nic nie mówił ojcu, ona będzie się modliła za syna. Tymczasem wrócil radca ze spotkania z namiestnikiem. Odmówił mu zostania członkiem Rady szkolnej, także ze względu na T. Który powinien radzić sobie bez żadnych protekcji. Żona nie była pewna czy dobrze zrobił, ojciec jednak nic nie podejrzewał, zwłaszcza, że T. Miał lepsze świadectwo. Sam T. Twierdził, że powinien być wolny od wad swego wieku stąd poprawa w nauce. O kościele myślał,że on go wychował i dlatego nie przestał go kochać. Zachowywal jednak tylko pozory – nie spelnia żadnych religijnych czynności. Zamaist książeczki do nabożeństwa do kościoa nosił kieszonkowe wydanie „Boskiej komedii”. Poszedł też do spowiedzi na koniec roku i wyznał x.Skromnemu niewiarę, co etn przyjął soppokojnie: „Trzeba mieć cierpliwość. Nie trzeba od razu odpowiadać przyjacielowi ani go słuchać. Niech sobie stoi pod drzwiami i puka. Jeśli mu nie odpowiesz, jeśli nie zapytasz „Kto tam?”, przestanie cię w końcu nachodzić.” T. Przyjął komunię i czuł się z tym strasznie, mie mając pewności czy nic mu za to nie grozi, tak iż zasypijąc dręzcyły go sklepienie z obrazami z głowami w aureolach, plamka krwi pośrodku czyjejś dłoni. Matce tajemnica bardzo doskwierała – w obawie, żeby przeżegnał się przed jedzeniem wołąła go dgy przy tsole był już ardca. Wyznala w końcu wszystko Pańci i popłakała sobie. Tego dnia wyjechali na lato do wynajętej willi w Brzuchowicach. Radca, z początku nie miał urlopu, więc przyjeżdżał po południu i wracal po kolcji do Lwowa. Sam T. Namawiał rodziców na Brzuchowice , by być blisko Lwowa i wypożyzcalni. Chodząc dużo piechotą oszczędzał pieniądze, które dawała mu matka i pociągiem dojeżdżał do biblioteki, z k™órej wypożyczał ksiażki mające jakikolwiek związek z jego watpliwościami, choć czasami miał pokuse poczyatć sobie Żerowmskiego czy Prusa, albo jakąś nową amerykańską powieść. Przezwyciężał się jednak. W osobnym kajecie robił notatki. Doszedl do apokryfów, kupił też małe wydanie Nowego testamentu, żeby mógl w swoich poszukiwaniach osdnosić się do odpowiednich fragmentów w ewangelii. I tak np. dwie genealogie Jezusa u Łukasza i Mateusza różnią się od siebie niemożliwie, Opowiadania o aresztowaniu i procesie są bałamutne, Krzyż na którym wieszano skazańców był słupem (nie miał nic wspólnego z symbolicznmym kształtem), kiedy urodzil isę Kriszna, zły krol Kansa kazal wymordować niemowlęta w kraju, czy Herod móglby zrobić to samo bez zgody prokuratora rzymskiego itp. Przy tym sielanka Renana była jak bajka. Z różnych wzmianek zgromadził też T. Wiadomości o niechlubnych dziejach Kościoła, papiestwa, Borgiów. Gdy mimowolnie wymknęło mu się o tych wszystkich papieskich zbrodniach słowo gdy odprowadzal ojca na stację, ten odpowiedział, że papież też jest człowiekiem, że radca też nazywa namiestnika ekscelencją (doskonałością) choć wcale tak nie jest (podobnie jak Ojciec Święty nie musi być doslownie swięty). Albin był przekonany o tym, że wciąż w kościele trwa świętość i trwała nawet w czasach Borgiów, bo mimo tylu perturbacji kosciół jest instytucją która wciąż trwa. Wracając pomyślał o Quo vadis Neronie, że powinno się napisać książkę gdzie wszystko byłoby inaczej: chrześcijanie palą Rzym z nienawiści do pogaństwa. Nie byłoby nic o św. Piotrze, który nigdy nie był w Rzymie. Nadchodziła burza, więc przyspieszył, powtarzając glośno myśli, których nie chcial zapomnieć, a które byy jak bluźnierstwa, jak pioruny, które waliły nad lasem.Gdsy wpadl do domu, był mokry, „zmięty”, z błyuszczacymi oczyma, że matka nieświadomie, „dziedzicznym odtruchem obrony przedsiłą nieczystą, uczyniła znak krzyża.”