J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz6

Obudził się w nocy czując lęk, taki jak po spowiedzi, gdy przypomniał sobie, że nie wyspowiadał się z jakiegos grzechu. A teraz…? „Czul siebie jak wiersz, tragiczny i wzniosły”.Obrazy z Aniołem i Matką Boską nie zmieniły się, al. On już po nie nie sięgnął. Choć miał jeszcze w sobie resztkę nadziei, że wszystko się jeszcze odwróci. Doszedl do wniosku ,że Ojcze nasz jest modlitwą jakby bezwyznaniowa i mógłby ją mówić bez odniesienia do konkretnego Boga, jednak czy mógłby to zrobić nie przeżegnawszys ię wcześniej? Wstał wcześnie, czekał na niego tradycyjny koszyczek ze słodyczami pryslany przez Pańcię. Po śniadaniu wróci do siebie i zasiad do dogmatyki, szukając tam oparcia, jednak w porównaniu z tekstem Renana wszystko to było ubogie. Nagle pojawił się ojciec, T. Wystraszył się : To „Dogmatyka? A zląkłeś się tak, jakbym cię przyłąpał na złej lekturze”. T. Bł się że ojciec odgadnie jego myśli; ojciec jednak wyglądl łagodnie i miał dobry humor. T. Zastanawiał się jak zareagowałbyojciec n ejgo przygodę.Może i ojciec to przecodzi i z tego się wyrasta? Weszla matka powiedzieć dzień dobry, powiedzial też że u pańci (gdzie byli zeszłego wieczoru) były Niusia i Alna . T. Nie zareagował tylko zaczął przerzucać książki na półeczce.
Tymczasem Alina…Ona pewna że kocha T. Nawet się pomodliła o spotkanie z nim.Opatrzność jednak nie wysłuchała, T,. Nie miał jednej lekcji i wyszedł wcześniej. I tak gdy A. Ufała, że natknie się za chwilę na T., sam T.zaszedł do antykwariatu, żeby kupić widzianą na wystawie: „Dzieje jednego z synów bvożych” Redlińskiego. Gdy płacił jakiś facet za plecami zapytał dlaczego ją kupuje (bo zobazcył na wystawie) i żeby opuści wstęp bo dość mętny. T. Zapytał go co o tym sądzi (znazcy nie tylko o książce ale całej problematyce), człowiek kazał mu usiąść i zaczął mówić, że „ciekawe” jest to, że w tym czym się zajmuje T. Może z jednym człowiekiem obejść się tak nieludzko, że nawet pozbawić istneinia, podczas gdy np. daty smierci Juliusza Cezara nie może przesunąć choćby o dzień. I że on sam ma watpliwości, bo oprócz ewangeliinie ma żadnych bezinteresownych źródeł. On wątpi, że w łodzi 300 łokci długiej, 50 szerokiej, 30 lokci wysokiej zmieścił Noe pary zwierząt i wątpi w mądrość tych co tak sądzą, a nigdzie nie jest napisane że autor poslużył się przenośnią, a księga objawiona nie może przecież zawierać pomyłek. Podaje przykład Cyrusa wspomnainego w Biblii 200 lat przed wlasnym urdzeniem – on jednak to, co niegdyś uznane zostało za cud, sklonny jest uważać za apokryf, bo czemużby nie mogło tak wlaśnie być. T. Aż zrobiło się ciepło.