J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz5

A T stracił naiwność wiary z postępem nauki religii, która w tym roku przeszła do dogmatów, stając się abstrakcyjna. Wykłady ks. Grozda sproszkowały Pismo Św. w morze cytatów, które ks. miał posegregowane w małe archiwum. Okazało się więc w tym roku, że wiara nie jest rzeczą łatwą. T. zaczął więc lekceważyć niebezpieczeństwa zagrażające duszy, pewny, że x.Grozd zdoła ją ocalić podręcznikiem dogmatyki. Wolał tajemnice wiary. Matka wierząca, że jeśli umrze zaopatrzona w św. Sakrament pójdzie do nieba mimo ze nic nie rozumie z podręcznika. Ks. Skromny przywrócił mu teraz wiarę w rzeczywistość zdarzeń opowiedzianych w ewangelii. Po kazaniu była msza, na której T. modlił się żarliwe, potem szedł w samotności (tak było mu dobrze).W sobotę T. poszedł do spowiedzi do ks. Skromnego ze ściągawką z grzechami. Sprawę pocałunku zostawił na koniec, ale ks. Skromny wybrał mu za pokutę modlitwę, choć miał już przygotowane kazanko o tym, że T. jest za młody i że musi się skupić na nauce itp. Gdy wyszedł z kościoła, T. potargał ściągawkę i zakopał ją jeszcze pod krzaczkiem bzu. Zawsze tak robił.
W Wielką Sobotę Teofil poszedł z ojcem na Boże groby ukrywając „Stara baśń”, którą chciał potajemnie wymienić w wypożyczalni (już mógł korzystać, bo oceny miał lepsze). Rozmawiali o datkach i tytułach – ojciec był zzdania, że choć księżna jkaśtam dąła mało, to jej ojciec przelał krew, luib oddal majątek a tonie jest bez znazcenia.Zaczęli zwiedzać kościoły.Wymknął się w jońcu ojcu w tłumie (widział z daleka jak ojciec rozglada się za nim).Wypożyczalnia była już jednak zamknięta, spotkał jednak Jurkina, starszego o jedna klase, straszniego onieśmielał. J. zaproponowal, ze jak ich nie wpuszczą to się zamienią. T. Wstydził się swojej Starej baśni (Platona zresztą przy Jurkinie też by się wstydził), ale J. stwierdził że ją lubi, bo przypomina mu dzieciństwo. On sam miał „Żywot Jezusa” Renana – śmiał się że to cos w sam raz na wielkanoc i żeby się T. Nie bał, da się żyć po przeczytaniu tego. J. zaprowadzil go do jakiegos innego przejścia do wypożyczalni, gdzie T. Faktycznei wypożyczył książkę oddaną przez J. (ten się uśmeichnął na ten widok). Postanowił pójść na rezurekcję do kościoła św Elżbiety, tłumaczc sobie, ze teraz, jak nie czuję obowiązku i przymusu, jaki czułby idąc z ojcem, teraz odczuje prawdziwą laskę.z ojcem spotkal się już w domu i przeprosił (ojciec przypomniał mu jak 10 lat wcześniej obiecal iść z ohjcem po matkę na dworzec za cenę czekolady, jednak gdy ją dostał po 100 m stwierdził, ze bolą go nogi i wrócił do dom, żeby bawić się z psem). Zajął się pożyczoną książką, na która patrzył niechętnie – nazwisko autora i tłumacza nic mu nie mówiło, wstęp tłumacza był niepokojacy, T. Był pewny, że jest ona w sprzeczności e światem świec, śpiewów i dzwonów, z k™órego niedawno powrócił.Nastepnego dnia przyszedł zanjomy ksiądz poświęcić stół, zjedzono bogate śnmiadanie, był to dzień w którym” T. Wyruszył w drogę, z k™órej powrócił zupełnie innym człowiekiem” . „Wchłonął” napisaną przez byłęgo seminrzystę książkę, w k™órej „Boga rozbeirano z boskości”, doznając niemal takeij rozkoszy, ajka przeżyl piszcy ją czowiek.