Z dyplomem i bez pracy

Młodzi, zdolni i nikomu nie potrzebni. Tak wygląda na dzień dzisiejszy status większości potencjalnych pracowników na rynku pracy. Wydawałoby się, że odpowiednie wykształcenie, tytuł i wszelkie umiejętności, jakie posiadamy wystarczą, by bez problemu otrzymać pracę marzeń, a dodatkowo zarabiać duże pieniądze. Nic bardziej mylnego.
Edukacja miała być na początku przyjemnością i stwarzać możliwości rozwoju. Późniejsza szkoła średnia była rozumiana przez ambitnych uczniów, jako przepustka do zdobycia jednego z tysiąca miejsc na prestiżowej uczelni, która pozwoli się im wspiąć na wyżyny.
Ekscytacja związana ze zbliżającym się końcem nauki towarzyszy każdemu przyszłemu absolwentowi, który żyje w poczuciu, że dyplom z dumą dzierżony w jego rękach jest istotnym dokumentem, którego zdobycia pracodawcy będą mu nie tylko gratulować, ale także z własnej inicjatywy zaproszą do owocnej współpracy. Tak się jednak nie dzieje, bo wiedza i dyplom to nie wszystko.
Pracodawcy zdecydowanie stawiają dziś na doświadczenie. Musimy więc schować dumę do kieszeni i wykazać swoje umiejętności w praktyce, często w mniej dochodowych instytucjach. Nikogo już nie dziwi widok dyplomowanych specjalistów wykonujących pracę, która jest zupełnym przeciwieństwem ich wyuczonego fachu. W dosłownym rozumieniu na chwilę obecną nasze wiadomości i profesja nie są nikomu potrzebne lub oferowane zarobki za pracę są na tyle niskie, że bardziej opłaca się nam zręcznie operować wózkiem widłowym.

Warto poświęcić chwilę, by znaleźć wspólny język z przyszłymi pracodawcami. Czasem zamiast skazywać się na kolejną noc nauki, opłaca się wyjść do ludzi. Zdobyte kontakty mogą się okazać bardzo przydatne, a co ważne znajome twarze widzą w nas nie tylko podwładnego, ale także potencjał i pasję, która może przełożyć się na sukces firmy.