Psy

Żeby u nas sobie łapali psy, ściągali ze zdechłych koni skóry i nosili po wsiach towary, ale im się zachciewa rzemiosła: mularstwa! (…) Jest na szczury trutka (…) jak się zdarzy, nabij co wlezie; nie odda, bo się naszych boi, i do sądu nie pójdzie, bo głupi, rozmówić się nie umie (…)” (przodował w tej rozmowie Rafał Czapla). Niemcy wrócili ze sklepu z winem wzburzeni, zaatakowali słownie Kruga, krzyczeli na niego i wyzywali, że w ogóle nie umie mówić po polsku. Poza tym Niemcy nie wiedzieli, że trzeba było zdjąć w sklepie czapkę i jednemu z nich kelner kapelusz zrzucił. Podobna sytuacja wyniknęła z obiadem – Czapla wysłał Ślązaków do drogiej restauracji. Po miesiącu Krug, ciągle będąc delegatem swoich towarzyszy, poprawił znacznie znajomość polskiego i poznał miasto, co chroniło go od ich gniewu. Czapla był niezmordowany w trapieniu Niemców za pośrednictwem Kruga, ale Krug był ogłuszony pracą i miał zbyt dobre serce, żeby dostrzec w postępowaniu Czapli prześladowanie. Zdarzył się jednak wypadek, który wyjątkowo zdenerwował Kruga. Otóż Czapla pożyczył od niego cztery ruble, które przepił i, mimo upomnień Kruga, nie chciał ich oddać, udając że nie pamięta o żadnej pożyczce. Walka o pieniądze była jedyną, w której zajęcze serce Kruga stawało się lwim. Krug był nieugięty. Tymczasem jeden z miejscowych robotników poinformował Czaplę, że majster płaci Niemcom po dwa ruble, a polskim robotnikom jedynie dziesięć złotych. Czapla jest zły: „Nie byłbym uczciwym człowiekiem, gdybym mu cztery ruble oddał. Dopłaci jeszcze”. Krug po raz kolejny upomina się o pieniądze. Tym razem dostaje kułakiem w twarz, krwawiąc wrócił do swoich towarzyszy, którzy od razu domyślili się, o co chodzi. Rzucili się na Czaplę. Zjawia się majster. Jeden z Niemców opowiada mu o zajściu. Majster zapowiada, że za pobicie sąd ukarze Czaplę, a on sam strąci mu pożyczone pieniądze na rzecz Kruga. Czapla obiecuje sobie „strącić” Niemca. Krug był wesoły z obrotu sytuacji – miał odzyskać pieniądze. Odebrał list z Myslowitz, w którym Franz pisze o polityce oraz informuje, że w domu wszystko w porządku. Winszuje również Krugowi, którego żona znowu jest w ciąży. Pisze, że Krug dostanie na zimę duży obstalunek płótna. Krug ucieszył się niezmiernie. Idąc do pracy, pomyślał, że dobrze byłoby zamieszkać w Warszawie – tak łatwo o robotę. Myśl ta uskrzydliła go. Krzyknął do przyjaciela Czapli: „Ja między wami będę na zawsze usiąść”. Ten się roześmiał i odszedł. Opowiedział o swoim planie Ślązakom, którzy gorąco zachęcali go. Krug mówił, że jeśli jemu będzie dobrze, oni też się powinni przenieść. Kiedy w czasie popołudniowego odpoczynku Krug zszedł z rusztowania, Czapla wyciągnął jedną z desek podpierającą je. Na uczczenie wesołego dnia Krug pozwolił sobie na całą butelkę piwa. Ledwo jednak zeskoczył z powrotem na rusztowanie, deski przeważyły się i zwaliły go na dół. Wszyscy się zbiegli. Jedynie Czapla pozostał na górze. Krug jęczał ciężko, trzymając rękę na połamanym boku. Gdy przyjechała dorożka, żeby zabrać chorego do szpitala, Krug zawołał na swojego towarzysza Wilhelma, żeby ten wziął zarobione przez Kruga pieniądze i oddał jego żonie, i żeby powiedział jej, żeby przesiedliła tu synów, kiedy dorosną. Bo można tu zarobić. W drodze do szpitala już nie żył. Na następny dzień o wypadku donosiła prasa, a jednocześnie w pewnej gazetce użalano się, że Niemcy coraz bardziej wypierają Polaków z pola pracy. Opowiadanie kończy zdanie: „Biedny Krugu – pomyślałem sobie – ja ci to, żeś chciał u nas pracować i moim bratem być – przebaczam”.